
Jest wtorek, 12 styczeñ 2010. PóŸnym popo³udniem podje¿d¿am pod Halê Targow¹. Tutaj, na ulicy Grzegórzeckiej 7 prowadzi swój zak³ad Pan Józef Ciepiela. Pan Józef jest zegarmistrzem.
Byliœmy umówieni na ten dzieñ. Kilka dni wczeœniej zawita³em do Pana Józefa, którego zak³ad znalaz³em w Internecie. Powiedzia³em, ¿e prowadzê stronê subiektywnie.pl i ¿e chcê na niej pisaæ o ciekawych ludziach uprawiaj¹cych ciekawe zawody. Zapyta³em, czy zgodzi³by siê na wywiad, reporta¿ o nim i o pracy zegarmistrza. Pan Józef odpowiedzia³, ¿e w zasadzie ok, ale najpierw musi zobaczyæ w domu na komputerze, co to za strona. Po kilku dniach skontaktowaliœmy siê mailowo. Stanê³o na tym, ¿e przyjdê we wtorek, tak po 16, bo wtedy jest mniejszy ruch i mo¿na porozmawiaæ.
Wiêc jestem. Jest godzina mniej wiêcej 16:30, wchodzê do ma³ego lokalu, w którym mieœci siê pracownia zegarmistrzowska Pana Józefa. Nikogo nie widz¹c chrz¹kam znacz¹co. Po chwili s³yszê jakiœ ruch na zapleczu. Nied³ugo póŸniej zza kotary wy³ania siê pogodna twarz starszego ju¿, lekko siwiej¹cego pana.

- A witam, witam – odzywa siê Pan Józef, wpadaj¹c w moje “Dzieñ dobry”. – Niech siê pan rozgoœci, zaraz wrócê.
Pan Józef znika z powrotem na zapleczu, a ja zdejmujê czapkê i szalik, w miêdzyczasie rozgl¹daj¹c siê dooko³a. Wokó³ wisz¹ wszêdzie stare zegary, jest te¿ trochê innych rzeczy, ozdobnych waz, lamp, starych ¿elazek, bo Pan Józef oprócz dzia³alnoœci zegarmistrzowskiej handluje te¿ antykami. Wyci¹gam aparat i zeszyt, w którym bêdê robi³ notatki.
- A bo mam tak¹ zo³zê… – s³yszê g³os dobiegaj¹cy z zaplecza – i trochê mam z ni¹ utrapienie.
- To znaczy jakiœ zegar? – zapytujê dla pewnoœci, gdy Pan Józef wraca za ladê.
- Tak, przynios³a jedna klientka niedawno…
To mój pierwszy wywiad z kimœ, kogo nie znam, trema jest wiêksza ni¿ podczas poprzedniego wywiadu z moim bratem. Lecz tu z pomoc¹ przychodzi mi fakt, ¿e Pan Józef to prawdziwy gawêdziarz. Zaczyna opowiadaæ o zegarze, z którym siê w³aœnie mêczy, mówi, ¿e trzeba to najpierw wszystko wyczyœciæ, bo to zakurzone i brudne. O, tak jak to – mówi, siêgaj¹c po inny zegar na pó³ce.
- Widzi pan, ile tego kurzu tam jest?
Pan Józef pochyla siê nad starym, podniszczonym zegarem, otwiera drzwiczki ods³aniaj¹ce mechanizm tak, bym móg³ zrobiæ zdjêcie. Jednoczeœnie opowiada o trzymanym w rêkach eksponacie. Dowiadujê siê, ¿e to prawdziwy muzealny zabytek.
- Bernardo Zar… nie widaæ dobrze… Roma 1770… – czyta Pan Józef napis wyryty na pude³ku chroni¹cym mechanizm zegara. – No i widzi pan, to trzeba wyczyœciæ najpierw, a potem naprawiæ. A tutaj mam ju¿ taki wyczyszczony, o, mo¿e pan zobaczyæ…
To mówi¹c Pan Józef bierze z pó³ki inny zegar i pokazuje mi. Faktycznie, ten wygl¹da du¿o lepiej.

- Wiêkszoœci ludzi wydaje siê, ¿e naprawa zegara polega na jego wyczyszczeniu – kontynuuje zegarmistrz. – A to nieprawda. Wyczyszczenie to jedno, ale potem to trzeba jeszcze naprawiæ.
Skrzêtnie notujê niniejsze zdanie i ws³uchujê siê w wywód bohatera mojego reporta¿u. Dowiadujê siê, ¿e inni zegarmistrze czasami przynosz¹ tu zegary, z którymi nie s¹ w stanie sobie poradziæ. Gdy Pan Józef koñczy myœl, postanawiam, ¿e zacznê zadawaæ konkretne pytania.
- To mo¿e na pocz¹tek opowie mi Pan jak zaczê³a siê Pana przygoda z tym zawodem?
- No dobrze… Wiêc tak, ukoñczy³em Zasadnicz¹ Szko³ê Zawodow¹ na ul. Mickiewicza, wydzia³ zegarmistrzowski, w roku 68.
Siadam na taborecie i zaczynam wszystko notowaæ.
- Zasadnicz¹ Szko³ê Zawodow¹ niech pan napisze, nie technikum, bo tu w tej gazecie to bzdury napisali, w technikum nie by³o takiej klasy – dodaje Pan Józef, pokazuj¹c na wycinek prawdziwej gazety ze swoim zdjêciem.
Nastêpnie dowiadujê siê, ¿e po ukoñczeniu szko³y Pan Józef odbywa³ sta¿ w Tarnowie-Moœcicach. W tamtych czasach trzeba by³o odbyæ sta¿, a nie by³o miejsca w Krakowie, bo tylu by³o chêtnych.
- Po ukoñczeniu sta¿u musia³em znów zmieniæ miejsce, bo osiedle by³o zbyt ma³e jak na dwóch zegarmistrzów – dodaje Pan Józef. – Przenios³em siê wiêc najpierw do Tarnowa, na ulice Krakowsk¹, tam pracowa³em parê miesiêcy, potem do Krakowa, tu te¿ parê miesiêcy. A potem zg³osi³o siê po mnie wojsko.
W tym momencie rozmowê przerywa nam skrzypniêcie drzwi. Do œrodka wchodzi klient. Przys³uchujê siê rozmowie, s³yszê du¿o fachowego ¿argonu, wy³apujê coœ o tarczy od Schaffhausena. Ch³opak pyta czy “marmurek ju¿ gotowy”. Pan Józef mówi, ¿e tak, i ¿e do “tego Citizena” dopiero siê przymierza³. Gdy ch³opak wychodzi postanawiam wypytaæ o tego Schaffhausena. Dowiadujê siê, ¿e to znana marka zegarków, ale ten tu to by³ nieoryginalny, znaczy siê podróbka, chocia¿ nie tak do koñca, bo tylko koperta by³a oryginalna, a reszta to posk³adane czêœci z innych zegarków.
- Teraz trzeba bardzo uwa¿aæ, szczególnie na tym allegro – mówi Pan Józef. – Trzeba czytaæ dok³adnie opis, patrzeæ na zdjêcia, bo mnóstwo podróbek jest.
Pan Józef opowiada mi o kilku przypadkach, z którymi mia³ do czynienia. Wspomina kobietê, której aukcjê znalaz³ kiedyœ na allegro, i która by³a wielce oburzona, gdy powiedzia³ jej, ¿e “oryginalny” zegar, który sprzedaje, tak naprawdê sk³ada siê z kilku czêœci z innych zegarów. “A sk¹d pan to mo¿e wiedzieæ patrz¹c na zdjêcie” – odpisa³a.
- No to jej t³umaczê, ¿e 40 lat jestem zegarmistrzem i ¿e takie rzeczy widzê od razu.
Pan Józef dodaje, ¿e teraz strasznie du¿o jest tego typu przypadków, gdy ludzie z kilku zegarów robi¹ jeden i potem sprzedaj¹ za du¿e pieni¹dze nieœwiadomym klientom. Mówi, ¿e dawniej, gdy by³a jeszcze pañstwowa Desa, te¿ siê zdarza³y przypadki, ¿e ktoœ kupi³ tego typu podróbkê, a potem by³ wielce zdziwiony, gdy dowiadywa³ siê co naprawdê naby³. Chocia¿ dzisiaj i tak jest lepiej, bo ludzie s¹ trochê bardziej œwiadomi.
- Teraz tych podróbek jest ca³a masa i po prostu ludzie siê przyzwyczaili, okrzepli i trochê nauczyli rozró¿niaæ. Dawniej, jak ludzie jeŸdzili do Jugos³awii i przywozili zegarki to w ogóle nie wiedzieli co maj¹ w rêku. Kiedyœ ktoœ prawie chcia³ mnie pobiæ, jak powiedzia³em mu, ¿e z³ota Omega, któr¹ tak siê chwali, wcale nie jest Omeg¹ i wcale nie jest z³ota. – Œmieje siê Pan Józef.
Gdy ten w¹tek powoli siê wyczerpuje mówiê, ¿e nie dokoñczyliœmy jeszcze tematu samej pracy.
- Ano tak – mówi Pan Józef i kontynuuje opowieœæ.
Wiêc po powrocie z wojska znów by³ Kraków, w ró¿nych miejscach, na Stradomiu, na Miko³ajskiej, na Felicjanek, na Kopernika. Od 89-tego Pan Józef przeszed³ na w³asn¹ dzia³alnoœæ, bo wczeœniej to by³a praca w pañstwowej firmie. Od 4 lat jest tu, na Grzegórzeckiej.
- A, no i w 86-tym zda³em egzamin mistrzowski – dodaje z dum¹ Pan Józef. – Bo wczeœniej mia³em tylko tytu³ pracownika wykwalifikowanego. Potem zastanawia³em siê, czy nie zrobiæ czeladnika, ale sprawa jakoœ siê przeci¹ga³a. Ale w koñcu postanowi³em, ¿e warto mieæ jakiœ tytu³ no i zrobi³em. Teraz mam tytu³ mistrza – mówi, pokazuj¹c na œcianê, na której wisi dyplom.
W tym momencie drzwi znów siê otwieraj¹ i do œrodka wchodzi kolejny klient.
- Dzieñ dobry, ile kosztuje wyczyszczenie zegarka? – pyta starszy jegomoœæ.
- To zale¿y jakiego – brzmi odpowiedŸ. – Bo wie pan, zegarki s¹ ró¿ne… – W tym momencie Pan Józef zaczyna t³umaczyæ klientowi, ¿e zegarek zegarkowi nie równy. – Ale tak œrednio to oko³o 70-80 z³.
Klient przytakuje g³ow¹ ze zrozumieniem i wychodzi.
- A dlaczego wybra³ Pan akurat t¹ pracê? – pytam ci¹gn¹c dalej w¹tek pracy.
- Wie pan, ojciec by³ blacharzem, pracowa³ w firmie budowlanej zajmuj¹cej siê remontami. On wykonywa³ parapety, rynny. Wtedy by³o ciê¿ko o wszystko, nawet o narzêdzia, ale ojciec by³ tak dobry w tym co robi³, ¿e potrafi³ sobie sam narzêdzia zrobiæ, gwintowniki i inne rzeczy. Po nim chyba odziedziczy³em zami³owanie do mechaniki.
- A ma Pan dzieci? W jakim kierunku posz³y?
- Tak, mam dwójkê. No wiêc syn poszed³ w zupe³nie innym kierunku – mówi Pan Józef, odchodz¹c na bok i ods³aniaj¹c wisz¹cy z nim plakat. – Sam pan widzi.
Przygl¹dam siê z zaciekawieniem, bo na plakacie widaæ m³odego lekkoatletê, biegacza.
- To Pana syn? – upewniam siê.
- Tak – stwierdza z dum¹ Pan Józef. – Jest teraz na zgrupowaniu w Spale. Biega na 400 metrów i w sztafecie 4×400, studiuje na AWF. Natomiast córka… te¿ zupe³nie w innym kierunku posz³a. Studiuje chemiê na UJ. Wiêc nie bêdzie niestety nastêpcy w tym zawodzie – koñczy Pan Józef, lecz na jego twarzy nie widaæ smutku, raczej delikatny uœmiech.
- A co jest najciekawsze w tej pracy?
- Najciekawsze… – zastanawia siê Pan Józef. – Najciekawiej jest, gdy zdarzaj¹ siê naprawdê rzadkie egzemplarze. Kiedyœ mia³em na przyk³ad zegar pod³ogowy nakrêcany samoczynnie przez silnik elektryczny. I najtrudniejsze by³o w tym to, ¿e brakowa³o w³aœnie tego kluczowego mechanizmu. Wiêc trzeba by³o ten mechanizm od podstaw zaprojektowaæ i wykonaæ.
Zaciekawiony tym tematem zaczynam dopytywaæ o szczegó³y. Pan Józef podchodzi do zegara stoj¹cego przy œcianie i t³umaczy mi na czym polega ró¿nica pomiêdzy tamtym zegarem, a takim zwyk³ym. Otwiera drzwiczki i chwytaj¹c za ³añcuch pokazuje mi jak siê naci¹ga normalny zegar œcienny. A w tamtym zegarze wszystko to dzia³o siê automatycznie, sterowa³ tym silnik elektryczny, który w³¹cza³ siê, gdy waga zje¿d¿a³a w dó³ do pewnego punktu i wy³¹cza³, gdy po naci¹gniêciu waga osi¹ga³a ¿¹dan¹ wysokoœæ.
S³ucham tego wszystkiego z otwartymi szeroko oczyma, a Pan Józef, widz¹c moje zaciekawienie rozpoczyna mini wyk³ad na temat zegarów.
Dowiadujê siê wiêc sporo na temat ró¿nicy pomiêdzy zegarami kwadransowymi i kurantami. Mianowicie: zegar kwadransowy nie wygrywa melodii, wybija natomiast kwadranse i godziny. Natomiast zegar kurantowy wygrywa melodie co kwadrans, a do tego o pe³nej godzinie wybija jej sygna³ (tyle razy ile wskazuje godzina). Ciekawe s¹ te¿ same melodie. Niektóre zegary wybijaj¹ 4 dŸwiêki melodii co kwadrans, ale s¹ takie, które maj¹ ich po 8. Gdy wiêc nadchodzi pe³na godzina to taki zegar zaczyna odgrywaæ pe³n¹ melodiê, która sk³ada siê z 4 razy po 8 dŸwiêków (bo to 4 kwadranse) plus dŸwiêki godzinowe. Niektóre melodie s¹ naprawdê oryginalne, na przyk³ad “Panie Janie niech Pan wstanie”. Dobrze, ¿e wiêkszoœæ zegarów ma mechanizm wy³¹czenia tego rêcznie lub automatycznie na noc – œmieje siê Pan Józef.
Wyk³ad trwa nadal i Pan Józef siêga do gabloty, z której wyci¹ga naprawdê œliczny zegar. Mówi, ¿e ta konstrukcja nazywa siê Atmos, a firma Le Coultre.
Ciekawostk¹ w tych zegarach jest to, ¿e same siê napêdzaj¹. A dok³adniej napêdza je ró¿nica temperatur. Zmiana temperatury o 1 stopieñ Celsjusza nakrêca zegar na 7 godzin.
W tej chwili po raz kolejny przerywa nam rozmowê wejœcie klienta. Tym razem mê¿czyzna pyta ile kosztuje bateria do zegarka.
- Ja mam proszê pana baterie srebrowe, one s¹ najlepsze, kosztuj¹ 12 z³.
- A to drogo – odpowiada klient i wykonuje ruch w kierunku wyjœcia.
- Wie pan, mo¿e pan iœæ na plac i kupi pan zwyk³¹ alkaliczn¹ za 8 z³, ale na niej zegarek pochodzi panu 10 miesiêcy i stanie. A taka srebrowa kosztuje 12 z³, ale zegarek na niej bêdzie chodziæ 3 lata, wiêc niech siê pan zastanowi, co siê panu bardziej op³aca.
Klient stwierdza, ¿e jednak nie ma tyle pieniêdzy przy sobie i wychodzi.
- Co tanie to drogie – rzucam m¹dr¹ myœl.
- Otó¿ to – kwituje Pan Józef.
Tymczasem wracamy do tematu Atmosów, dowiadujê siê, ¿e tego typu zegary dostaj¹ oficjele (prezydenci i inni wa¿ni goœcie) podczas wizyty w Szwajcarii. Ciekawi mnie strasznie ten mechanizm, robiê wiêcej zdjêæ. Pan Józef mówi, ¿e to taki ulepszony zegar roczny, pokazuj¹c tym samym na œcianê z takim zegarem.
Przy okazji uczê siê nowego pojêcia, bo nie wiedzia³em wczeœniej, ¿e s¹ tego typu zegary. Jedno nakrêcenie daje takiemu zegarowi ¿ycie na 1 rok. Dowiadujê siê te¿ jak wa¿ne w takich konstrukcjach jest równe i stabilne pod³o¿e. Pan Józef opowiada mi o paru przypadkach, gdy klient przynosi³ do niego zegar, mówi¹c, ¿e nie dzia³a, tymczasem w pracowni wszystko wygl¹da³o w porz¹dku. Okazywa³o siê najczêœciej, ¿e wina le¿a³a po stronie klienta. Gdy bowiem po kilku takich wizytach wci¹¿ nie by³o wiadomo, o co chodzi, Pan Józef zazwyczaj jecha³ do klienta i na miejscu odkrywa³ przyczynê tajemniczej awarii. Raz klient by³ bardzo ros³ym mê¿czyzn¹ i po prostu pod³oga z paneli ugina³a siê pod nim tak, e trzês³y siê meble, a ju¿ minimalny ruch takiego zegara jest dla niego szkodliwy. Innym razem pod wp³ywem temperatury wygiê³y siê plecy zegara i wahad³o nie mog³o poruszaæ siê tak, jak powinno.
Pozwalam sobie zmieniæ temat i pytam, jak wygl¹da kwestia zaopatrzenia zak³adu w niezbêdne czêœci.
- To akurat ciê¿ka sprawa – odpowiada Pan Józef. – Wie pan, hurtowni z czêœciami w zasadzie nie ma. By³a kiedyœ hurtownia z czêœciami do zegarków rosyjskich, ale zlikwidowali j¹. S¹ hurtownie takich rzeczy jak paski, bransoletki, baterie, ale czêœci do mechanizmów praktycznie nie ma. Do drogich, szwajcarskich zegarków to owszem, tak, ale do ca³ej reszty brak. Wiec trzeba jeŸdziæ po targach staroci, skupowaæ zegarki tylko na czêœci. O, tu mam na przyk³ad ca³¹ szufladê Atlanticów.

- Czy móg³by Pan powiedzieæ jak dzia³a mechanizm zegarka? Tak w wielkim skrócie…
- Wszystkie zegarki dzia³aj¹ na podobnej zasadzie. Jest g³ówka do nakrêcania, czyli koronka. Koronk¹ poprzez wa³ek naci¹gowy i tryby, które s¹ na wa³ku (beczka, pó³beczka), oraz ko³o koronowe i ko³o zapadkowe nakrêcamy zegarek. Zegarek sk³ada siê z napêdu, czyli bêbna ze sprê¿yn¹, przek³adni chodu tj. ko³a minutowego, ko³a poœredniego, ko³a sekundowego, które obraca siê jeden obrót na minutê, oraz wychwytu. W sk³ad wychwytu wchodzi ko³o wychwytowe i kotwica. Nastêpnym elementem jest regulator chodu zegarka, tj. balans. Ostatni element to przek³adnia wskazañ. Sk³ada siê ona z æwiertnika, ko³a zmianowego i ko³a godzinowego. Na æwiertniku jest umocowana wskazówka minutowa. Na kole godzinowym wskazówka godzinowa.
- I to wszystko – koñczy z uœmiechem Pan Józef. – Ca³oœæ mieœci siê w obudowie, która nazywa siê kopert¹.
Wszystko skrzêtnie zapisujê, a nastêpnie robiê kilka zdjêæ mechanizmów zegarków, jakie widzê roz³o¿one na ladzie do naprawy.
Moje kolejne pytanie dotyczy samej bran¿y zegarmistrzowskiej. Ciekawi¹ mnie realia prowadzenia tego typu dzia³alnoœci. Na to pytanie mina Pana Józefa robi siê bardziej ponura.
- Z tym jest raczej ciê¿ko. W³adze miasta nie dbaj¹ o rozwój rzemios³a – stwierdza Pan Józef z roz¿aleniem. – Koszty s¹ bardzo du¿e, ZUS, lokal, podatek, media. Poza tym du¿o jest domoros³ych naprawiaczy, którzy czêsto siê nie znaj¹ i wiêcej zepsuj¹ ni¿ naprawi¹. Ale rynek weryfikuje wszystko. W tym zawodzie trzeba mieæ markê. By³ tu niedawno taki jeden nowy zegarmistrz, po trzech miesi¹cach zlikwidowa³ dzia³alnoœæ, bo po prostu nie mia³ klientów.
- Z lokalem te¿ nie jest prosto, bo wszyscy chc¹ mieæ lokal w centrum, a to wcale te¿ nie jest najlepsze, bo tu nie ma dobrego dojazdu. Wiêc czêsto trzeba jeŸdziæ do klienta. A te rzeczy du¿o wa¿¹, to trzeba znieœæ, przewieŸæ, naprawiæ, odwieŸæ, to wcale nie jest lekka, siedz¹ca praca.
- A jak widzi Pan przysz³oœæ tego zawodu?
- Hm… no raczej w czarnych barwach… Nie ma nowego narybku, starzy zegarmistrzowie powoli odchodz¹. Jak s¹ jacyœ nowi to ich wiedza z regu³y jest bardzo znikoma. Ostatnio mia³em ciekawy przypadek, przyszed³ do mnie klient z zegarkiem, który wczeœniej le¿a³ trzy dni u innego zegarmistrza. Goœæ przez trzy dni nie potrafi³ w ogóle zegarka otworzyæ! Próbowa³, myœla³, ¿e to musi byæ tak jak w dzisiejszych zegarkach, czyli na zatrzask. Wsadza³ tam nó¿, próbowa³ podwa¿aæ, w koñcu prawie zepsu³ dekiel. A ja wzi¹³em ten zegarek i na oczach klienta go otworzy³em, bo wiedzia³em, ¿e te zegarki maj¹ kopertê rozkrêcan¹.
- Czyli do Pana przynosz¹ takie trudne przypadki?
- Tak, zgadza siê – mówi z uœmiechem Pan Józef. – Ale ja mam tak¹ zasadê, ¿e jak nie wiem, to nie robiê.
- A zdarzy³o siê, ¿e nie podj¹³ siê Pan naprawy bo nie wiedzia³ Pan jak siê do tego zabraæ?
- Nie, jeszcze siê to nie zdarzy³o – œmieje siê Pan Józef. – Ja ogólnie pasjonujê siê mechanik¹, naprawiam nie tylko zegarki, ale te¿ gramofony, polifony.
- Polifony? Co to takiego?
- To takie wczesne odtwarzacze p³yt, tylko ¿e p³yty s¹ z blachy. Melodia trwa dok³adnie jedno okr¹¿enie p³yty. Jest to podobne do pozytywki.
W tym momencie Pan Józef naprawdê siê rozkrêca i zaczyna mi t³umaczyæ zasadê dzia³ania polifonu. Przestajê notowaæ, bo nie nad¹¿am, i ¿a³ujê, ¿e nie posiadam dyktafonu, bo w wyk³adzie Pana Józefa s³yszê tyle ciekawych rzeczy, tyle fachowego s³ownictwa, ¿e a¿ ¿al mi, ¿e tego wszystkiego tu nie przelejê. Pan Józef podchodzi do szafki i wyci¹ga z niej plik skserowanych kartek.
- O, tu mam taki katalog z niemieckiego domu towarowego z 1905 roku.
Patrzê na karty, które Pan Józef rozk³ada na ladzie. Pokazuje mi jak wygl¹da polifon, jeszcze raz zwraca uwagê na niektóre szczegó³y. Potem przegl¹damy dalej katalog, œmiej¹c siê z tego jak kiedyœ wygl¹da³y rzeczy, które znamy z codziennego ¿ycia. Na zdjêciach widaæ model suszarki do w³osów sprzed 100 lat, szafy graj¹ce, gramofony, jest nawet grill elektryczny. Na twarzy Pana Józefa widaæ prawdziw¹ fascynacjê tym tematem.
Nieuchronnie zbli¿a siê godzina 18 i Pan Józef mówi, ¿e musimy powoli koñczyæ, bo nied³ugo bêdzie zamyka³. Przytakujê, bo nie chce nadu¿ywaæ goœcinnoœci. Zaczynam siê ubieraæ, ale czujê, ¿e nie zada³em jeszcze wielu pytañ, które chcia³bym zadaæ. Zak³adaj¹c czapkê pytam jeszcze:
- A czego wymaga ten zawód?
- Czego wymaga… Przede wszystkim spokoju. Nie da siê pracowaæ jak siê panu rêce trzês¹. Tu czêsto ma siê do czynienia z bardzo ma³ymi rzeczami, potrzebna jest wiêc precyzja.
To mówi¹c Pan Józef pokazuje mi kilka modeli naprawdê ma³ych zegarków. Opowiada te¿, ¿e czasem trzeba dorobiæ “czopa” w osi jakiegoœ kó³ka. Ostatnio wierci³em otwór o œrednicy 0,6 mm w osi o gruboœci 1 mm. Dla lepszego zobrazowania pokazuje na suwmiarce ile to jest 1 mm.
- Kiedyœ dosta³em do naprawy zegarek z mechanizmem tak ma³ym, ¿e musia³em przygotowaæ specjaln¹ podstawkê, by móc go na niej po³o¿yæ, bo standardowa, której u¿ywam, by³a za du¿a i zegarek wpada³ do œrodka.
- Czy poza zegarami ma Pan jeszcze inne zainteresowania?
- Tak, od dzieciñstwa interesujê siê fotografi¹. Poza tym bardzo lubiê komputery, Internet, elektronikê.
Ju¿ prawie ¿egnam sie i wychodzê, ale jeszcze k¹tem oka zauwa¿am na szafce z boku dwa modele ¿elazka. Biorê do rêki, ogl¹dam. Dowiaduje siê, ¿e jedno jest na wêgiel drzewny, a drugie to tzw. ¿elazko z dusz¹. Nigdy jeszcze takiego nie widzia³em. Pan Józef œmieje siê mówi¹c, ¿e to prawdziwe bezprzewodowe ¿elazko.
To ju¿ koniec. Sporo siê dziœ dowiedzia³em, sporo nauczy³em. Podajemy sobie d³oñ, wychodzê, zostawiaj¹c za sob¹ niezwykle klimatyczny, pasjonuj¹cy œwiat zegarków. I ludzi, którzy od wieków siê nimi zajmuj¹. Takich, jak Pan Józef.
Niniejszym dziêkujê Panu Józefowi Ciepieli za to, ¿e zgodzi³ siê na ten wywiad.
Jacek